niedziela, 30 czerwca 2024
Gigi l’amoroso, czyli dlaczego nie ?
czwartek, 25 maja 2023
Wigilia z Covidem, czyli siła ducha
Miałam już szybko nadgonić chronologię i skupić się bardziej na chwili obecnej, ale stwierdziłam, że nic się nie stanie, jak spłodzę krótki wpisik o pierwszej Wigilii w naszym nowym domu, bo w końcu było to dla mojego stadka coś wyjątkowego.
Dwa dni przed Wigilią wyczołgałam się z łóżka, i to nie dlatego, że lepiej się poczułam – na tym polu było raczej gorzej – ale po prostu nie miałam wyboru.
Jeszcze żyłam, a moja dusza Matki Polki cierpiała na myśl o przeleżeniu Wigilii w stanie ogólnej niezdatności do niczego. Wszystko we mnie buntowało się przed oddaniem walkowerem Świąt.
Dzięki Bogu choinka stała, prezenty można było zamówić przez internet i zapakować siłą woli, pozostało tylko skupić się na części gastronomicznej i wznosić modły do Siły Wyższej o wsparcie.
Razem ze mną z łóżka wyczołgał się Mężuś, który usilnie mi wmawiał, że już jest całkiem zdrowy i wypoczęty, a wręcz zmęczony leżeniem w łóżku.
Można powiedzieć, że zgadzała się jedna rzecz, mianowicie oboje byliśmy wykończeni. Junior hibernował w swojej piwnicy i prawie nam się płakać chciało, jak chodziliśmy po schodach sprawdzać, jak się czuje. Jego COVID na szczęście potraktował najbardziej łagodnie.
Mąż z kilkumetrową listą pojechał na zakupy, a ja zainicjowałam część kulinarną – to znaczy spróbowałam.
Po dwóch godzinach wróciłam do łóżka w takim stanie, że zdechły karp wyglądał przy mnie super witalnie.
Córka zjechała do domu i z miejsca zrobiła pierogi, a ja zrobiłam drugie podejście do przygotowania uczty świątecznej.
Równo pół roku temu w Wigilię, wystrojeni w piżamki i dresiki, zasiedliśmy przy stole.
Na zewnątrz rozszalał się huragan, drzewa się kołysały, dom trzeszczał, ale dzielnie nas ochraniał, a ja byłam po prostu wdzięczna, że wszyscy żyjemy.
Według tutejszych lekarzy dochodzenie do siebie po tej konkretnej, „amerykańskiej” mutacji COVID-a zajmuje około 6 miesięcy.
Chciałabym już bardzo odzyskać wszystkie siły (fizyczne i psychiczne), które wracają do mnie powoli, ale Dzięki Bogu wracają.
Mówiąc szczerze, do tej pory nie wiem, jak udało mi się to świństwo przetrwać.

piątek, 19 maja 2023
Strzelba i mysz, czyli instynkt myśliwski
W oczekiwaniu na pierwsze Święta Bożego Narodzenia na całkowicie własnych śmieciach zaczęliśmy nieśmiało rozglądać się po okolicy.
poniedziałek, 15 maja 2023
Wicie gniazdka, czyli działalność w domu i w zagrodzie
Uczciwie przyznam, że czas rozpakowywania w naszym, nowym domu był, jak do tej pory, jedynym momentem kiedy myślałam o porzuceniu Męża. Może nie na zawsze, ale solidna separacja jawiła mi się uparcie przed oczami.
piątek, 12 maja 2023
Przeprowadzka, czyli trochę ćwiczeń z przetrwania w warunkach ekstremalnych
Nabycie prawa własności do domu, czy mieszkania w Polsce wymaga jednego podpisu u notariusza, w Stanach ok. siedemdziesięciu.
niedziela, 7 maja 2023
Wszędzie dobrze, czyli kupujemy dom
piątek, 5 maja 2023
Klatka, czyli różnica między schronieniem, a więzieniem
Po pojawieniu się Gucci w naszym życiu wzrosła znacząco nasza wiarygodność w sąsiedztwie.
Od Guci do Gucci, czyli metamorfoza małego śmierdziela
W sierpniu upłyną dwa lata odkąd w naszym stadzie pojawiła się Gucia. Po traumatycznych przeżyciach w sklepie ze szczeniakami, kompletnie nie przygotowani, przywieźliśmy psiaka do domu. Na pierwszy rzut oka wyglądał słodko i pociesznie, oprócz tego, że strasznie śmierdział. Na drugi rzut oka już nie było tak przyjemnie. Zaniedbanie wychodziło z każdego kawałka skóry, kołtuny pokrywały całe ciało.
czwartek, 4 maja 2023
Imigracyjne igraszki, czyli zielona karta
Gratulacje, nie ma Pani syfilisu, ani rzeżączki !
piątek, 10 marca 2023
Niespodzianka Made in Poland, czyli Yogi
Ledwo kontaktując z bólu stałam oparta o samochód, gdzieś na obrzeżach Warszawy.

