„Statystycznie 95% rzeczy, które nas przerażają, nigdy w życiu się nie zdarza”.Tym średnio potwierdzonym naukowo stwierdzeniem lekarz, specjalista neurochirurg, usiłował mnie uspokoić.Siedziałam w gabinecie lekarskim, a raczej usiłowałam siedzieć, bo z bólu mi to średnio wychodziło, i mierzyłam się z jednym z moich najgorszych życiowych koszmarów, jakim była operacja kręgosłupa. Z lekarzem mierzyć się nie mogłam, bo był za duży.Każdy ma swój poziom bólu i moment, kiedy dochodzi do przysłowiowej ściany i zaczyna walić w nią głową.Ja właśnie stałam pod taką ścianą i brałam rozmach.Był czerwiec 2023 roku. Dochodziłam ciągle do siebie po COVID-zie. Yogi i Gucci zaprzyjaźnili się, a Kot objął we władanie piwnicę z Juniorem.Wzięłam ze sobą Dzieciaki i Yogusia i przyleciałam napawać się Ojczyzną. Mąż został z Puchatością i Gucią. Rozdzielenie naszych psów miało sens, ponieważ Gucci i Yogi nie byli wysterylizowani i groziło nam realne powiększenie rodziny w tempie przyspieszonym. Mężuś, zaopatrzony w majtki dla suczek, dzielnie szykował się na „te dni”, a ja szykowałam się na relaksujący pobyt w kraju.I powiem z ręką na sercu: mieszkam w Stanach od 7 lat, staram się przylatywać do Polski dwa razy do roku i nigdy nie jest relaksująco. Zawsze coś się dzieje, coś poważnego, aczkolwiek dzięki Sile Wyższej do tej pory zawsze wszystko jakoś kończyło się dobrze.I jestem za to głęboko wdzięczna, tylko czasami nie udaje mi się dojść do siebie między kolejnymi odwiedzinami.Wracając do tematu walenia głową – zgodnie z lekarzem doszliśmy do wniosku, że taka operacja to nie jest pikuś i trzeba nabrać do niej sił i dystansu, żeby nie zwariować.W ramach nabierania tego wszystkiego zabrałam Córkę i Yogusia do Władysławowa. Jak zwykle liczyłam na to, że Bałtyk pomoże na wszystko.O ile Yogi stolicy nie polubił, o tyle polskie Wybrzeże w pełni spełniło jego oczekiwania. Szalał w piasku, szalał w wodzie, ogólnie humor mu dopisywał. Robił też furorę swoim wyglądem, bo czasy, kiedy był zaniedbanym, pachnącym obornikiem kołtunkiem, już dawno minęły.Nabrałam sił i koloru, wróciłam do Warszawy, zrobiłam stertę badań i zameldowałam się w szpitalu.Najgorszą rzeczą w przypadku operacji kręgosłupa paradoksalnie nie jest ból (który przekraczał skalę), ale strach przed byciem sparaliżowanym. Statystyki operacyjne, które zostały mi przedstawione – skądinąd niezwykle optymistyczne – nie były w stanie ugasić tego strachu.Każdy, kto chociaż raz w życiu miał narkozę, nawet płytką, zna to uczucie. Dla tych osób, które szczęśliwie dla nich nigdy nie musiały tego doświadczyć, służę opisem. Leży się na golasa w wdzianku z „papieru” na sali operacyjnej i zamyka oczy na sekundę. Następnie je otwiera i człowiek budzi się w innej rzeczywistości, w innym miejscu, dużo, dużo później. Operacja kręgosłupa była drugą operacją w moim życiu, a narkoz miałam kilka, w związku z czym wiedziałam, czego się spodziewać. Nie wchodząc w drastyczne szczegóły – obudziłam się zanurzona w oceanie bólu. Brzmi melodramatycznie, ale najbardziej mi to określenie pasuje.I tu ciekawostka: co robią wszyscy operowani na kręgosłup nieszczęśnicy po otworzeniu oczu ? Ruszają stopami, żeby sprawdzić, czy mogą. Co ciekawe, robią to bez względu na stopień stężenia opiatów we krwi. Ja nie byłam wyjątkiem. Ruszałam palcami u nóg przez całą noc, tak na wszelki wypadek, i ponieważ tylko tym mogłam poruszać bez bolesnego skurczu.Niestety wyjątkowe okazało się za to moje uczulenie na opiaty.Ciężko jest sobie wyobrazić, że po przekrojeniu pleców na przysłowiowe pół i wstawieniu tam tytanowych części (jak robić, to na bogato!), po kilkunastu godzinach stawiają człowieka na nogi. Można powiedzieć, że dosłownie i w przenośni – do pionu.Moja pionizacja obfitowała w atrakcje dodatkowe, bo wymiotowałam jak kot, krew gotowała mi się w żyłach, twarz spuchła, a o takich drobiazgach jak cewnik czy podłączone kroplówki nawet nie warto wspominać. W charakterze ostatniej rozrywki wystąpił gorset. Jest to narzędzie tortur znane historykom od wieków, stosowane na kobietach. Aczkolwiek szczerze przyznam, że mimo strasznego bólu był pomocny. Musiałam go nosić tylko przez dwa tygodnie po operacji, ale i tak było to zaporowe doświadczenie. Cała rana o długości dokładnie 18 centymetrów była nie tylko zszyta, ale również potraktowana około czterdziestoma metalowymi zszywkami. I jak się ściskałam gorsetem, to te zszywki wbijały mi się w ciało. Mogę śmiało powiedzieć, że gorsety to nie jest sport dla mięczaków.Drugą szokującą rzeczą był fakt, że zostałam wypisana do domu po 3 dniach. Lista tego, czego mi było nie wolno, miała kilka metrów. To, co trzeba robić, zawierało zaledwie cztery pozycje, a to, co mogłam – zdaje się, dotyczyło tylko modlitwy i pozytywnej afirmacji, bo nawet sposób oddychania był zmodyfikowany.Już w szpitalu, kiedy okazało się, że jestem uczulona na opiaty, zaczęli mnie traktować paracetamolem i jeszcze jakimś specyfikiem, ale one niestety niezbyt działały. Lekarz pocieszył mnie, że do domu dostanę leki przeciwbólowe, które będę brała w ilościach hurtowych, dzięki czemu statystyczny miś koala to będzie przy mnie zwykły nerwus.Dotarłam do domu asekurowana przez Dzieci, aczkolwiek do tej pory nie wiem, jak to zrobiłam, bo nikt mnie nie niósł. Pamiętam, że nie dałam rady dojść do łóżka i reanimowałam się gdzieś w połowie drogi. A potem nastąpił moment, w którym okazało się, że nie mogę brać również leków, które przepisali mi w szpitalu. Reakcja alergiczna kojarzyła mi się dosłownie z umieraniem. Wybrałam ból. Lekarz wściekł się jak tchórzofretka na kofeinie, ale przecież nie mógł mnie zmusić do niczego na odległość. Leki przeciwbólowe są konieczne, bo pacjenci, czując powalający ból, nie chcą się ruszać, a muszą. Można powiedzieć, że ból i strach przed bólem paraliżują i przeszkadzają w dochodzeniu do siebie oraz w rehabilitacji.Mnie paraliżował tylko strach, że nie będę mogła się poruszać. Ból potraktowałam jako cenę za drugą szansę od życia.I tak oto przetrwałam okres pooperacyjny i ogólnie cały okres rehabilitacji na ibuprofenie, w wersji podstawowej.I niech mi teraz ktoś powie, że nie jestem twardzielem. I czy to takie dziwne, że mam trzy psy? A jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa w tym temacie.
„Statystycznie 95% rzeczy, które nas przerażają, nigdy w życiu się nie zdarza”.
Tym średnio potwierdzonym naukowo stwierdzeniem lekarz, specjalista neurochirurg, usiłował mnie uspokoić.
Siedziałam w gabinecie lekarskim, a raczej usiłowałam siedzieć, bo z bólu mi to średnio wychodziło, i mierzyłam się z jednym z moich najgorszych życiowych koszmarów, jakim była operacja kręgosłupa.
Z lekarzem mierzyć się nie mogłam, bo był za duży.
Każdy ma swój poziom bólu i moment, kiedy dochodzi do przysłowiowej ściany i zaczyna walić w nią głową.
Ja właśnie stałam pod taką ścianą i brałam rozmach.
Był czerwiec 2023 roku. Dochodziłam ciągle do siebie po COVID-zie. Yogi i Gucci zaprzyjaźnili się, a Kot objął we władanie piwnicę z Juniorem.
Wzięłam ze sobą Dzieciaki i Yogusia i przyleciałam napawać się Ojczyzną.
Mąż został z Puchatością i Gucią. Rozdzielenie naszych psów miało sens, ponieważ Gucci i Yogi nie byli wysterylizowani i groziło nam realne powiększenie rodziny w tempie przyspieszonym.
Mężuś, zaopatrzony w majtki dla suczek, dzielnie szykował się na „te dni”, a ja szykowałam się na relaksujący pobyt w kraju.
I powiem z ręką na sercu: mieszkam w Stanach od 7 lat, staram się przylatywać do Polski dwa razy do roku i nigdy nie jest relaksująco.
Zawsze coś się dzieje, coś poważnego, aczkolwiek dzięki Sile Wyższej do tej pory zawsze wszystko jakoś kończyło się dobrze.
I jestem za to głęboko wdzięczna, tylko czasami nie udaje mi się dojść do siebie między kolejnymi odwiedzinami.
Wracając do tematu walenia głową – zgodnie z lekarzem doszliśmy do wniosku, że taka operacja to nie jest pikuś i trzeba nabrać do niej sił i dystansu, żeby nie zwariować.
W ramach nabierania tego wszystkiego zabrałam Córkę i Yogusia do Władysławowa.
Jak zwykle liczyłam na to, że Bałtyk pomoże na wszystko.
O ile Yogi stolicy nie polubił, o tyle polskie Wybrzeże w pełni spełniło jego oczekiwania.
Szalał w piasku, szalał w wodzie, ogólnie humor mu dopisywał. Robił też furorę swoim wyglądem, bo czasy, kiedy był zaniedbanym, pachnącym obornikiem kołtunkiem, już dawno minęły.
Nabrałam sił i koloru, wróciłam do Warszawy, zrobiłam stertę badań i zameldowałam się w szpitalu.
Najgorszą rzeczą w przypadku operacji kręgosłupa paradoksalnie nie jest ból (który przekraczał skalę), ale strach przed byciem sparaliżowanym.
Statystyki operacyjne, które zostały mi przedstawione – skądinąd niezwykle optymistyczne – nie były w stanie ugasić tego strachu.
Każdy, kto chociaż raz w życiu miał narkozę, nawet płytką, zna to uczucie.
Dla tych osób, które szczęśliwie dla nich nigdy nie musiały tego doświadczyć, służę opisem.
Leży się na golasa w wdzianku z „papieru” na sali operacyjnej i zamyka oczy na sekundę. Następnie je otwiera i człowiek budzi się w innej rzeczywistości, w innym miejscu, dużo, dużo później.
Operacja kręgosłupa była drugą operacją w moim życiu, a narkoz miałam kilka, w związku z czym wiedziałam, czego się spodziewać. Nie wchodząc w drastyczne szczegóły – obudziłam się zanurzona w oceanie bólu.
Brzmi melodramatycznie, ale najbardziej mi to określenie pasuje.
I tu ciekawostka: co robią wszyscy operowani na kręgosłup nieszczęśnicy po otworzeniu oczu ?
Ruszają stopami, żeby sprawdzić, czy mogą. Co ciekawe, robią to bez względu na stopień stężenia opiatów we krwi.
Ja nie byłam wyjątkiem. Ruszałam palcami u nóg przez całą noc, tak na wszelki wypadek, i ponieważ tylko tym mogłam poruszać bez bolesnego skurczu.
Niestety wyjątkowe okazało się za to moje uczulenie na opiaty.
Ciężko jest sobie wyobrazić, że po przekrojeniu pleców na przysłowiowe pół i wstawieniu tam tytanowych części (jak robić, to na bogato!), po kilkunastu godzinach stawiają człowieka na nogi. Można powiedzieć, że dosłownie i w przenośni – do pionu.
Moja pionizacja obfitowała w atrakcje dodatkowe, bo wymiotowałam jak kot, krew gotowała mi się w żyłach, twarz spuchła, a o takich drobiazgach jak cewnik czy podłączone kroplówki nawet nie warto wspominać.
W charakterze ostatniej rozrywki wystąpił gorset. Jest to narzędzie tortur znane historykom od wieków, stosowane na kobietach.
Aczkolwiek szczerze przyznam, że mimo strasznego bólu był pomocny. Musiałam go nosić tylko przez dwa tygodnie po operacji, ale i tak było to zaporowe doświadczenie. Cała rana o długości dokładnie 18 centymetrów była nie tylko zszyta, ale również potraktowana około czterdziestoma metalowymi zszywkami.
I jak się ściskałam gorsetem, to te zszywki wbijały mi się w ciało.
Mogę śmiało powiedzieć, że gorsety to nie jest sport dla mięczaków.
Drugą szokującą rzeczą był fakt, że zostałam wypisana do domu po 3 dniach. Lista tego, czego mi było nie wolno, miała kilka metrów.
To, co trzeba robić, zawierało zaledwie cztery pozycje, a to, co mogłam – zdaje się, dotyczyło tylko modlitwy i pozytywnej afirmacji, bo nawet sposób oddychania był zmodyfikowany.
Już w szpitalu, kiedy okazało się, że jestem uczulona na opiaty, zaczęli mnie traktować paracetamolem i jeszcze jakimś specyfikiem, ale one niestety niezbyt działały.
Lekarz pocieszył mnie, że do domu dostanę leki przeciwbólowe, które będę brała w ilościach hurtowych, dzięki czemu statystyczny miś koala to będzie przy mnie zwykły nerwus.
Dotarłam do domu asekurowana przez Dzieci, aczkolwiek do tej pory nie wiem, jak to zrobiłam, bo nikt mnie nie niósł. Pamiętam, że nie dałam rady dojść do łóżka i reanimowałam się gdzieś w połowie drogi.
A potem nastąpił moment, w którym okazało się, że nie mogę brać również leków, które przepisali mi w szpitalu. Reakcja alergiczna kojarzyła mi się dosłownie z umieraniem.
Wybrałam ból. Lekarz wściekł się jak tchórzofretka na kofeinie, ale przecież nie mógł mnie zmusić do niczego na odległość. Leki przeciwbólowe są konieczne, bo pacjenci, czując powalający ból, nie chcą się ruszać, a muszą.
Można powiedzieć, że ból i strach przed bólem paraliżują i przeszkadzają w dochodzeniu do siebie oraz w rehabilitacji.
Mnie paraliżował tylko strach, że nie będę mogła się poruszać. Ból potraktowałam jako cenę za drugą szansę od życia.
I tak oto przetrwałam okres pooperacyjny i ogólnie cały okres rehabilitacji na ibuprofenie, w wersji podstawowej.
I niech mi teraz ktoś powie, że nie jestem twardzielem.
I czy to takie dziwne, że mam trzy psy?
A jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa w tym temacie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz