Na miejscu okazało się, że wszyscy podeszli do tego trochę bardziej poważnie niż ja, bo mieli projekty!!! Ja zadziałałam w prawdziwie polskim stylu, spontanicznie, i dynia po prostu dostała straszną mordę. Potomek uszczęśliwiony, ja jako Matka Polka w Ameryce wykazałam się odpowiednią postawą!!!
W rżnięciu (dyni oczywiście) uczestniczył również dyrektor szkoły! W związku z tym mamusie w ekstazie prawie wyrzeźbiły jego popiersie. Jak kiedyś zacznę tak głupieć, mam nadzieję, że ktoś przyjedzie z Polski i mi wleje na otrzeźwienie.
Jak Pawlak z Kargulem przyjechali do Ameryki, to mówili „toż to dziki kraj”, no więc właśnie weryfikuję to błyskotliwe podsumowanie największej światowej potęgi empirycznie, ponieważ musiałam się zmierzyć z tematem Halloween.
Rany Boskie!!!!! Jak to wdzięcznie określił Pawlak, jak „durna bździągwa” myślałam, że domy zostaną udekorowane na parę dni pod koniec października i jakoś to przetrzymam, a tu chała – koszmary zaczęły się pod koniec września i codziennie było coraz gorzej!
I teraz taki obrazek sytuacyjny: słoneczko świeci, rześki, optymistyczny poranek, wdzięcznie galopuję do szkoły, a tu co? Wszędzie groby, w dodatku tak pioruńsko realistyczne, że ma się wrażenie, że idzie się przez cmentarz. No, ale jak ktoś lubi cmentarze, to na pewno wykopujące się z ziemi szkielety dorosłych, dzieci i zwierząt dodatkowo dostarczą odpowiednich wrażeń.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz